• Wpisów:333
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 00:20
  • Licznik odwiedzin:34 357 / 2310 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W ogóle rozczulił mnie mocno ten kontrast: moja De Best Frend L. przejęła właśnie firmę, w której dotąd była wspólniczką i oto jest świeżo upieczoną, dumną szefową; dodatkowo tworzy grafiki do mającego się wkrótce ukazać tomiku poezji.

A ja? Ja tarzam się w polu. Albo gram z dwunastoletnią kuzynką w czekoladkę.

No ale Bogiem a prawdą: aj law yt! Spełnienie z tego nie mniejsze, niż z prowadzenia firmy
 

 
Zostałam dziś zmierzona zdumionym spojrzeniem przez przechodzącą obok panią z pieskiem.

Myślę, że sporo z tym wspólnego mógł mieć fakt, że akurat leżałam na ściernisku i śpiewałam na całe gardło największe przeboje Whitney Houston i Celine Dion obficie obsypywana przez siostrę słomą dla dodania dramaturgii.
 

 
Ale kombajnami to się nigdy nie przestanę jarać!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Poczułam jakoś kilka dni temu wewnętrzną potrzebę kupienia sobie kolejnej maszyny do pisania do kolekcji. Internety zawsze wiedzą, czego mi potrzeba, dlatego OLX podsunął mi włoską piękność z lat 50. Cena taka sobie, noale...

- Bierę - stwierdziłam.

Zapytałam pana z ogłoszenia, czy wysłałby mi jakieś krótkie nagranie, jak też ta maszyna działa.

Pan odpowiedział usłużnie, że dla niego to za dużo roboty i jemu do sprzedaży wcale się nie spieszy.

No i tak siedzę cały dzień i próbuję wymyślić jakąś ciętą ripostę, ale nie potrafię, no po prostu nie potrafię, no
  • awatar muu.: @jamnick: no bo cóż ja teraz pocznę, nieszczęsna?!
  • awatar jamnick: @muu.: .. ale skąd smutek? Wiem, wiem, emota. Ale...
  • awatar muu.: @jamnick: do tej pory nie potrafię! :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Kurczę, nigdy tak bardzo nie chciałam być w Warszawie, jak wczoraj. Niby kompletna ze mnie emocjonalna kłoda, ale zawsze, gdy widzę w telewizji czy internecie stojące w milczeniu tłumy i słyszę ryk syren, to jakoś dziwnie szybko zaczynają pocić mi się oczy.
 

 
>obżeraj się po nocach Rafaello, które babcia dostała na imieniny
>Rafaello smakuje cokolwiek dziwnie, ale co tam
>wróć do obżerania się rano
>stwierdź w dziennym świetle, że priti macz całe Rafaello zajęły larwy moli
>ych


>wróć padnięta z zakupów z siostrą
>chciej się wyłożyć na kanapie w trybie nał
>na samym środku drogi do sypialni wesoło hasa, drepcze i podskakuje (dramatyczna muzyka i zbliżenie kamery) OGROMNY PASIKOŃ
>w sumie to wcale nie musisz odpoczywać, przecie jeszcze tyle do zrobienia


Ferst łerld prablems
  • awatar muu.: @vill.: aj noł :<
  • awatar vill.: @muu.: o boru... ale samo wyobrażenie... o boru szumiasty! O,o
  • awatar muu.: @Floe: akurat DOKŁADNIE w momencie, gdy pisałam to zdanie, wskoczyło mi na rękę jakieś cholerawieco, chyba też jakiś pasikoń, ino mniejszy. Ręka to prawie cycki, ergo otarłam się o śmierć! :D @vill.: żyję nadzieją, że w tych, co zjadłam, nie było moli! Może były tylko zwietrzałe...? Przecież bym wyczuła, że coś się tam rusza, no ._.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
  • awatar vill.: @Wapń: okay! xD @muu.: ale z czymś mi się kojarzy... Ale bardzo bardzo mi się podoba!
  • awatar Wapń: @muu.: @vill.: oczywiście, że NIE! NIE! i NIE!
  • awatar muu.: @vill.: hm hm, nie raczej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Do kościoła obok mojej babci przyszedł ostatnio nowy organista. Już od samego początku jego gra i śpiewy były dość... intrygujące, ale to, co usłyszałam ostatniej niedzieli, to po prostu przerosło mnie i moją siostrę za jednym zamachem. Organista nabrał fascynującej maniery przedłużania ostatniego wyrazu w wersie w nieskończoność, dodawania "m" i ogonka złożonego z najrozmaitszych samogłosek. W ten sposób słowo "wodami" zamieniło się w "WODAMIMYYYYYY", "zbożem" w "ZBOŻEMYMYYYIII", "ziemię" w "ZIEMIEMEEEEYYY".
Bór wie, że walczyłam ze sobą, dzielnie walczyłam, zaciskałam usta, aż pobielały, ale przy słówku "dobrami" przeistoczonym w "DOBRAMIMEUEUEUEUEUUUUUUYYYYYYY (tu kompletnie nietranskrybowalny dźwięk)" to przecież każdy, KAŻDY wybuchłby serią niekontrolowanych chichotów!
Co też uczyniłam, ku lekkiemu zgorszeniu zebranych.

W tej sytuacji wręcz nie wypada przypomnieć innego kFiotka, do którego miłością zaraziła mnie Elficka Inkwizycja.
  • awatar fabularium: @muu.: Spełnionemu organiście? Nie ma sprawy! ;-)
  • awatar muu.: @fabularium: *owacja na stojąco* :D
  • awatar fabularium: Razu jednego organista wydobył raptem - i to publicznie! - ze swego bardzo tyciego organizma głos, i choć wysoki to z fałszem licznem. A mimo to parafianie - jak mąż jeden - uczuli w trzewiach zaczątek upragnionego orgazma. :-D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Wróciłam z kraju mlekiem i fiordami płynącego i otóż i moje wnioski postwłajażowe:

1. Jak to po każdym wyjeździe do Norwegii: omujborze, jaki to cudny kraj, omujborze, jak już będę duża, piękna i bogata to kupię sobie tam domek i będę jeździć na weekendy. A co!

2. Również jak to po każdym wyjeździe do Norwegii: jestem oczarowana tamtejszym stylem budownictwa, który nie zmienił się zbytnio od lat i jeszcze mocniej ubolewam nad faktem, że nasza tradycyjna drewniana i ceglana architektura poszła spać po wojnie, a króluje pustak i ściany obrzmiałe od styropianu.

3. I podobnież, jak po każdym wyjeździe do Norwegii: BORZE ZA JAKIE GRZECHY JA MUSZĘ ZAWSZE PISZCZEĆ NA BRAMKACH. Niby bzdura, ale cokolwiek zaczęło mnie to irytować, dlatego też wracając przeszłam przez bramki, proszę ja Was, boso i w piżamie.

4. Zgodnie z zapowiedzią, przemyciłam masę norweskich dragów, czyli słodycze Freia i Nidar w najróżniejszych formach, placuszki lefse (które pokochałam i w wersji na słodko chyba wejdą do mojego jadłospisu), pudding rybny, placki lompe i karmelowy ser brunost (dobry z goframi, mam tego chyba z kilo, jakby ktoś chciał trochę). Cofnęli mi za to pastę kawiorową i pudding czekoladowy. Co do pasty to wiedziałam, że łatwo nie pójdzie, ale ten pudding można przecie kuźwa kroić nożem! Pan z kontroli chyba o tym wiedział i przez chwilę rozkminiał, co by tu zrobić, a ja w tym czasie agresywnie trzepotałam rzęsami, żeby go zmiękczyć, czy coś. Chyba nie jestem zbyt dobra w dziewczyńskość, bo pan ostatecznie odmówił, zresztą mój ałtfit też pewnie nie pomagał... Oł łel. Tyle dobrego, że pozwolili mi oddać niebezpieczną kontrabandę wujkowi.

5. Ciocia i kuzynka pod pretekstem zabrania mnie i siostry na miłą wycieczkę krajoznawczą podstępnie i wbrew naszej woli zaciągnęły nas do pewnej sympatycznej Japonki, żebym sobie mogła z nią pokonwersować w jej ojczystym języku. Na to może jednak spuśćmy zasłonę miłosierdzia.












(mała ciekawostka, hm, geograficzna?: ostatnie zdjęcie było robione mniej więcej koło wpół do jedenastej wieczorem)
  • awatar aint.no.sunshine: @muu.: no dobra, wierze na slowo :D
  • awatar muu.: @fabularium: absolutli, naprawdę warto. Ja też wszędzie zwracam baczną uwagę na architekturę - wiele mówi o historii okolicy i jej mieszkańcach. A Polska niestety zbyt często w tej kwestii funduje mi rozległe zawały. @Marihøne: ależ co Ty mówisz, to jest WYJĄTKOWO fascynujące, normalnie jak simsy na żywo! Wychodzą z domu, wchodzą do auta, jadą, wracają, wychodzą z auta, wchodzą do domu, później znowu jadą i wracają i następuje sensacja, bo mają cały bagażnik siatek z Remy 1000... emocje jak na grzybach :D (a przez Drammen przejeżdżałam kiedyś, fajne miasto)
  • awatar fabularium: Jeszcze nie bylam w Norwegii, ale Twoja relacja to kolejny dowód na to, że warto się do "cudnego kraju omujborze" wybrać. :-) A że też lubię architekturę i zwracam na nią baczną uwagę gdziekolwiek jestem, to zgodzę się z Tobą co do pkt. 2.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Śniła mi się dziś nasza pingerowa Indira; dawała mi dobre rady odnośnie wychowywania kota, bo mój sposób uważała za absolutnie nieodpowiedzialny. Później odbyłyśmy zażartą dysputę nt. szkodliwości soli: ja, kompletnie pozbawiona argumentów, jak katarynka klepałam "SÓL JEST NIESZKODLIWA PRZECIE", Indira za to uważała wręcz przeciwnie i wygrała dyskusję koronnym argumentem "BO PRZECIEŻ JAK ŻONA CHOPINA POSOLIŁA MU OBIAD TO PADŁ TRUPEM NA MIEJSCU"

Co to się w tej mojej głowie dzieje to ja nawet nie.
  • awatar muu.: @Elficka Inkwizycja: osobiście uważam, że ewentualny wpis "przyczyna zgonu: posolenie zupy" wyglądałby uroczo! @jamnick: @Indira: ależ ja o tym doskonale w tym śnie wiedziałam :D Tylko jakoś głupio mi się było odezwać, że coś tu nie halo, no.
  • awatar Indira: YYY, wypraszam sobie, Chopin nie był żonaty! :)
  • awatar jamnick: Żona Chopina. :]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jutub nigdy nie zawodzi, jeśli o dostarczanie kontentu chodzi:



Czy Was też tak roztkliwia troska o używanie poprawnej polszczyzny w połączeniu z "sb" i akcentowaniem lekkiego charakteru wypowiedzi poprzez dodanie "XD" na końcu?

(tak, proszpaństwa, wyszukiwanie kfiotków to to, co robię o 3 w nocy zamiast iść spać. No ale jak tu usnąć, jak tyle pjenkna w internetach?!)
  • awatar jamnick: @muu.: podsumowanie "Niestety." to najlepsze podsumowanie.
  • awatar muu.: @jamnick: @fabularium: myślę, że każdy normalny człowiek w internetach miał w swoim życiu taki moment, w którym to zobaczył któryś z tych skrótów i stwierdził "że coprosz?" ;) wydaje mi się, że teraz dla takich dziewczyn jak na obrazku wyżej to nie jest już kwestia bycia trendi czy kól, taki sposób pisania to dla nich raczej norma - tak piszą przecież ich koleżanki, z takimi formami spotykają się w Internecie, więc dla nich to jakby oczywista oczywistość, "tak się po prostu pisze" i już. Niestety.
  • awatar jamnick: @fabularium: a to tak podobnie jak u mnie. Osoby mniej więcej o 20 lat młodsze (i więcej) używają czasem tego typu skrótów. Często nie wiem, o co im biega. A, OCB, tak? ;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Kto wie/zgadnie, w jakim mieście ten sympatyczny ratusz i ryneczek? Na zwycięzcę czeka okrągły miljon! Tylko proszę mię nie oszukiwać, no bo ej, tak to się nie liczy.



  • awatar muu.: @blackberryswirl: trochę wstyd, ale nigdy się jeszcze nie zapuściłam tak daleko na północny wschód *^_^* @tiruriru: bardzo przebiegle, bardzo, czuj się uhonorowana nagrodą pocieszenia :D
  • awatar muu.: @.Edith.: Mamy zwycięzcę! http://b4.pinger.pl/679e22e52501d665fab064775f269fda/miljon.png
  • awatar tiruriru: Ja wiem! To takie miasto, w którym nie byłam - bo ratusza totalnie nie kojarzę :D (ryneczku takoż)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
A już za (prawie) tydzień, proszpaństwa, lecę do Norwegii! Borze, normalnie jaram się jak... no coś co się bardzo mocno jara, no


W następnym odcinku: nasza rezolutna krowia bohaterka próbuje przemycić w bagażu kilo wyrobów firmy Freia i innych norweskich narkotyków. Czy jej się to uda? Zostańcie z nami!
  • awatar jamnick: Krowia? Żyrafia, "as You were".
  • awatar muu.: @.Edith.: eno, ale Reksio boczek to akurat szarpał! :D
  • awatar .Edith.: Jak dzik na żołędzie, Reksio na boczek.. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Całą ostatnią sobotę spędziłam, słuchając z kuzynką opowieści babci. To było naprawdę niesamowite uczucie, obserwować, jak zgrabnie potrafi wyjść ze swojej roli starszej, zatwardziałej w swych poglądach kobiety i odnieść się do swojej przeszłości i teraźniejszości z ciepłem, ale i jednocześnie dystansem i ironią. Zobaczyć w niej nie nestorkę rodu, ale ciekawą świata, umiejącą trafnie ocenić rzeczywistość dziewczynę.

Babcia zafundowała mi podróż przez zwykłe momenty z codziennego budowania rodzinnego domu z dziadziem, moim tatą i jego braćmi w latach 50., 60. i 70. z prężnie budującym się w tle okręgiem miedziowym, jego zapleczem i w ogóle rodzącym się wówczas dopiero polskim Dolnym Śląskiem; przez walkę z komuną, przez chwile wesołe i te mniej wesołe. Jestem jej za tę opowieść niezmiernie wdzięczna.

I jakoś przez ten cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam tę myśl, że kurczę, ja bym chyba takiego ciepłego, rodzinnego domu stworzyć nie potrafiła.
  • awatar muu.: @vill.: to jest niesamowite, jak blisko nieraz są takie historie. Wydaj, ja będę pierwsza w kolejce :)
  • awatar vill.: @muu.: Nie zabrzmiałaś na odludka :) Ja jadę swoim ekspansywnym bełkotem około pytaniowym. Sorry :P Mój dziadek (umarł, gdy miałam 4 lata) prowadził całe swoje życie dziennik. Z czasem zrobiły się z tego dzienniki - zeszyty w czerni. Dostałyśmy je w łapki (my= jego trzy wnuczki) 10 lat po jego śmierci. Dopiero z tych dzienników poznałyśmy min. historię miłości mojego chrzestnego i jego żony, która jest lepsza niż niejeden melodramat (dziewczyna Z-dobrego-domu porzuca plany skojarzonego małżeństwa - z mężczyzną starszym od niej o 27 lat- dla gwiazdy Disco Polo; rodzice dziewczyny najmują detektywów; Gwiazda disco Polo ukrywa się wraz z ukochaną w innym mieście, gdzie wbrew woli rodziców rozpoczynają... studia, ukrywając się wciąż przed detektywami xD). Chcemy przepisać dzienniki na kompa i może wydać, bo mimo wszystko uważamy je za ciekawe - chociaż dotyczą tylko naszej rodziny, ale dziadek w dziennikach ujął charaktery swoich bliskich, relacje w jakich żyli. To jest ciekawe.
  • awatar muu.: @vill.: laboga, zabrzmiałam chyba jak odludek jakiś :D ja aPsolutnie uwielbiam ludzi i potrzebuję ich towarzystwa, z tym że serwowanych w formie rodziny albo grupy przyjaciół, a nie związku ;) w sumie to już przed byłam dość sceptycznie nastawiona do idei bycia z kimś, a związek jedynie mi to potwierdził. Z tym własnym światem to nie chodziło mi o to, że się jakoś patologicznie zamykam w sobie - po prostu chodzę z głową w chmurach + lubię odpowiednią dozę samotności, a dzielenie wszystkiego z drugą osobą cokolwiek mnie przytłacza. Opcja domu Niezależnej Singielki b. mi odpowiada :D co do opowieści - NO SKORO TAK MÓWISZ :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Cierpiałam całą jesień, zimę no i wiosnę, ale w końcu pojechałam. I nawet zrobiłam całą zaplanowaną trasę w czasie o godzinę krótszym, niż powinnam! I to włączając wszelkie postoje i żarcie szarlotki w schronisku. Czyżbym miała jakąś szczątkową, nie bójmy się użyć tego słowa, KONDYCJĘ?!

Zdjęć za wiele nie natrzaskałam, mój drogi telefą nie wyraził chęci współpracy.




(uroczy przykład kuchni fjużyn)










(laboga, powiedzcie mi, że Wam też Rysy kojarzą się z żabą, silwuple)



Swoją drogą dopiero co żegnałam się z moimi letnimi wycieczkami, a tu już znowu lato, kolejne podróże. Wtf, trochę jakby świat to były wielkie simsy, w których ktoś włączył najszybsze tempo gry i zapomniał wyłączyć.
  • awatar muu.: @Yayko: KRAJ PRZEMIERZĘ WZDŁUŻ I WSZERZ ZNAAAJDĘ W SOOBIE MOOOOC :D
  • awatar Yayko: @muu.: Cała nadzieja w Tobie, Pani reporter muu! Wierzę, że uda Ci się rozwikłać tę zagadkę i wszyscy będziemy mogli spać spokojnie :D
  • awatar muu.: @vill.: LEKARZE JEJ NIENAWIDZĄ - ODKRYŁA JEDEN PROSTY TRIK, ŻEBY MIEĆ KONDYCJĘ W GÓRACH [KLIKNIJ] sekret mojej kondycji to nierobienie praktycznie niczego poza bieganiem na autobus, chodzeniem w miarę możliwości na piechotę, czasem jakiś spacer może się trafi. chyba dostaję w górach po prostu jakiegoś super pałer busta :D kebsa się nie ośmieliłam zamówić i do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć. a i prawda, Tatry nie mogą spowszednieć :) @Yayko: mujborze, nawet nie zauważyłam tego zielska. jak tam będę następnym razem, to przyglądnę się sprawie bliżej - reporter muu na tropie! jak się okaże, że faktycznie podają go jak gołąbki, to będę spać spokojnie - jeszcze czego, żeby tuż obok tak związanego z polską kulturą miejsca jak Morskie Oko podawali go w jakiejś picie albo tortilli! Jeżu Kryste! @Lunatyk: ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
I skoro już sobie urządzam taki Seans Nienawiści: tęsknię za Tatrami tak że ojaniemogę, ale no nie da się pojechać, po prostu się nie da, widać combo: wolny czas w weekend + ładna pogoda w górach to chyba zbyt nierealistyczne marzenia w moim przypadku.

Pokładam nadzieję w długim weekendzie, ale prognozy mówią, co następuje:

piątek - DESZCZ
sobota - DEEESZCZ
niedziela - DEEESZCZ KUŹWAA

No kto to ustala, no?
  • awatar tiruriru: @muu.: och, i jak? :> trafiłaś?
  • awatar muu.: @tiruriru: no akurat dokładnie wtedy, kiedy mi nie pasowało, typowe :D mam nadzieję, że jutro pogoda dopisze, bo inaczej będę składać kuźwa zażalenie.
  • awatar tiruriru: Hm, melduję, że w terminie 12-15.06 pogoda spisała się na medal. Można nawet było się na słonku przypalić ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W ogóle to chciałabym się dowiedzieć, skąd ostatnio bierze się przekonanie, że suflet to babeczka z płynnym środkiem.

Poszłam ostatnio do knajpy ze znajomymi (szok, ja, znajomi i knajpa w jednym zdaniu, wow, wtf iz goin on) i świadoma swoich praw i obowiązków i tego co powinnam dostać zamówiłam suflet czekoladowy. I dostałam, proszę ja Was: zimne, ciężkie ciastko z mazią w środku.

Noż kuźwa. Powiem Wam, że w jakiś przewrotny sposób się nawet tego spodziewałam: to jest jakiś ogólnokrajowy trend, na co drugim blogu przepis na suflet to tak naprawdę przepis na fondant. Nie chcę tu zgrywać jakiegoś zblazowanego produktu gesslerkopodobnego, no ale skoro idę do lokalu i płacę czternaście polskich nowych złotych za suflet, to chyba mam prawo jednak oczekiwać wiedzy o kuchni trochę większej, niż od blogerek kulinarnych, kopiujących zawzięcie sobie nawzajem swoje przepisy?
  • awatar muu.: @Níðhöggr: od połączenia "suflet" + "rozmrażane ciasteczko z Iglotexu" zaczęła mi latać powieka. borze, dlaczego?! ale swoją drogą jestem ciekawa, jak się w gastronomii rozwiązuje kwestię tych prawdziwych sufletów. kiedyś zamówiłam w Wedlu i powiedzieli mi, że ciasto się im skończyło, co mnie zafascynowało - to da się zrobić ciasto na suflet na zaś?
  • awatar Níðhöggr: Bo często ów "suflet" to w istocie rozmrażane w piecu lub mikrofali ciasteczko z Iglotexu. A z wiedzą o cukiernictwie jest wśród kucharzy bardzo słabo, z tego co zauważyłam i rozmawiam ze współpracownikami.
  • awatar Elficka Inkwizycja: OTUSZ TO.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mój telefon nosi wszelkie znamiona Wrednej Suczy: wyłącza się sam z siebie, nie pozwala mi dzwonić, wiesza się na cały dzień, nie widzi karty SIM, czasem potrafi się rozładować w ciągu piętnastu minut, zresztą ja też ustawicznie zapominam o ładowaniu go - i to wszystko oczywiście najczęściej wtedy, kiedy akurat jestem gdzieś umówiona i muszę dogadać szczegóły! Nie zliczę już więc przypadków, kiedy wściekła leciałam do najbliższej budki telefonicznej, a tam zonk: tylko na karty. Jak powszechnie wiadomo, jestem krową wysoce ogarniętą i dopomagającą własnemu szczęściu, więc spędziłam ostatnio PARĘ GODZIN latając po mieście i szukając przybytku, w którym by mi takową kartę sprzedano.

Bilans: połowa sklepikarzy w mieście uważa mnie pewnie za jakąś niezrównoważoną psychicznie. "Budka telefoniczna? W TYCH CZASACH?!", "Karty telefoniczne? Niee, mamy tylko do gry", "PRZECIEŻ BUDKI JUŻ NIE ISTNIEJO NO CO TEŻ PANI" (to ostatnie to w salonie orendż, który przecie się budkami zajmuje, wtf)

ALE OTO W KOŃCU KUPIŁAM i kiedy znowu nadarzyła się okazja, w glorii chwały weszłam do budki, machnęłam dramatycznie włosami, podniosłam słuchawkę i przeczytałam wiadomość na wyświetlaczu, która głosiła mniej więcej:

nieczynne lol

i tak przez następnych kilka tygodni.

Ale w myśl powiedzenia "nadzieja matką głupich" poszłam znowu jakoś z tydzień temu. I wiecie co? Budka zniknęła. To już chyba ostatnia w tym mieście.

NO JAK W TYM KRAJU MA BYĆ DOBRZE SKORO NAWET BUDEK NIE MA NO DO CIĘŻKIEJ CHOLERY NO.
  • awatar muu.: @.Edith.: ha! spodziewałam się takiego komentarza, dlatego też sprytnie przygotowałam sobie Argument W Zanadrzu: ostatnio jak stałam w budce i wściekałam się na niedziałający automat, to podbiła do mnie jakaś przechodząca babcia i pokazała mi swoją kartę telefoniczną, po czym razem zaczęłyśmy groźnie pomstować na orendż i jego zarządzanie budkami. Siostrzeństwo budek telefonicznych <3 w każdym razie na załączonym obrazku widać, że nie jestem sama, jest też sympatyczna babcia! :D a nowy telefon szkoda mi kupować, temu mojemu będzie przykro, że go wymieniam na nowy model :< poza tym ma taki bajerancki przezroczysty paseczek, jak go dostałam kilka lat temu, to budził on szacun na dzielni!
  • awatar .Edith.: Nie chcę Cię dobijać, ale naprawdę NIKT już nie korzysta z budek prócz Ciebie. ;) Nie prościej kupić nowy tel?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Historyczna chwila: oto kładę się spać przed drugą.

Aż chyba nie usnę z wrażenia.
 

 
Taka ostatnio kinomanka ze mnie wyszła, że omatko, powinnam przywdziać kaszkiet i zapuścić ironiczną bródkę czy coś.

- La La Land - ostatecznie byłam w kinie całe CZY razy, rekord! To w ogóle pierwszy film, na który poszłam więcej niż raz. Oczarował mnie jak pieron, ale chyba bym wolała, żeby ten film uniknął takiego rozgłosu, jaki miał. Moim zdaniem jakoś tak lepiej by się go odbierało w kameralnych warunkach, rozumiecie, kino studyjne, jeno kilka osób na sali, ekran, pluszowe fotele i cichy terkot projektora gdzieś z tyłu. Bez tego całego medialnego jazgotu i dyskusji.


- Piękna i Bestia - tu z kolei pierwszy raz byłam w Ajmaksie 3D i przy "Gościem bądź" efekty urwały mi i tyłek, i szczękę. Poza tym ładny film, ładne piosenki, ładna Emma Watson.


- Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie - poszłam inspajerd baj @Yayko sto lat temu. Bardzo dobry film, wykorzystujący ulubiony przeze mnie schemat: poznajemy bohaterów w lekkich, sympatycznych okolicznościach, śmiejemy się razem z nimi i lepiej utożsamiamy, gdy wtem! scenarzysta wikła wyż. wym. bohaterów w coraz to większe dramaty i w efekcie mamy roller-coaster uczuć. Drażniły mnie tylko reakcje widowni, która chyba nie do końca załapała, kiedy komedia zamieniła się w dramat i wszystkie nabierające wraz z rozwojem fabuły gorzkiego wydźwięku gagi komentowała salwami wesołego śmiechu. W pewnym momencie miałam ochotę wstać i ryknąć "NO SCZEGO SIĘ KUŹWA ŚMIEJECIE, NO!". Ale cóż ja mogę, no cóż.
  • awatar Yayko: @jamnick: Też nie przepadam za kinami. Są drogie, jadą popcornem, są tam ludzie, którzy zasłaniają widok, gdy idą do toalety w trakcie seansu/ poprawiają się przez cały film na krześle i walą Cię oparciem po kolanach/ przyprowadzają hałaśliwe dzieci... masz rację, napisanie po prostu "są tam ludzie" wystarczy ;) Zaletą może być jednak to, że takie kina studyjne na przykład puszczają fajne filmy za niską cenę i zachęcają inny rodzaj widzów do siebie. W mniejszych kinach możesz poznać ludzi o podobnych do siebie zainteresowaniach i nawiązać ciekawe znajomości, już nie mówiąc o spokojnym obejrzeniu filmu :)
  • awatar jamnick: @Yayko: "Ja po tym filmie byłam wstrząśnięta. Cieszę się, że obejrzałam go w domowym zaciszu w takim razie." Nie lubię, kiedy wokół mnie jest za dużo ludzi. W supermarkecie etc. jakoś (jakoś) wytrzymuję, ale na spokojnie obejrzeć film? A takie to jest "dobre/cool/na topie/co kto woli" wpisać sobie gdzieś na profilu, że się chodzi do kina. I teraz pytanie: do kina czy na film?....
  • awatar jamnick: "'W pewnym momencie miałam ochotę wstać i ryknąć "NO SCZEGO SIĘ KUŹWA ŚMIEJECIE, NO!'. Ale cóż ja mogę, no cóż." Rozumiem. Znów za bardzo. A propos. Zaglądam na Canal+ Film ostatnio i w ciągu 2-3 dni nadrobiłam sporo zaległości. Może nie tyle zaległości, co obejrzałam filmy lepsze i gorsze, jeden powalający. Druzgocący psychikę. I budujący. Przyjęłam go bardzo osobiście. Wiele osób aż tak tego nie odczuje. "Pokój".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›